Witam! Mam na imię Jola. Mieszkam w Wejherowie (Kaszuby). Kocham ludzi i tradycję może dlatego, że wakacje spędzałam przeważnie we wsi Loryniec (Wdzydze Kiszewskie). Przez wszystkie lata dojrzewania towarzyszyła mi domowa atmosfera, drewniane wnętrza, rodzinne spotkania i smakołyki. Wspominam to jako dobre czasy - dlatego też przedsięwzięcie które zaplanowałam ma oddawać tamte "klimaty". Chcę się nimi podzielić z innymi - czyli z Wami.
Zapraszam wszystkich czytelników wraz z rodziną i znajomymi do śledzenia bloga, a w dniu otwarcia "Dobrych Czasów" na filiżankę dobrej kawy oraz skosztowanie domowego ciasta :).

sobota, 5 grudnia 2020

CZAS OCZEKIWANIA

    

Świąteczny nastrój w domu tworzy kilka czynników. Jednym z nich są świąteczne dekoracje, które przypominają o wyjątkowości czasu przygotowań i domowej, przedświątecznej krzątaniny. 

 



Aranżowanie salonu czy jadalni na Święta nie kończy się wraz z wystrojeniem choinki oraz ułożeniem w kilku miejscach figurek św. Mikołaja czy złotych gwiazd. Dodatki utrzymane w uroczystym klimacie umożliwiają całkowitą zmianę wystroju salonu – bożonarodzeniowa aranżacja może nawet okazać się tak stylowa, że… zostanie z Tobą na dłużej.

  



Kochani już za parę dni Święta, zupełnie wyjątkowy czas pachnący rodzinnym domem i wspomnieniami dzieciństwa. Święta to cudowny aromat choinki, świec, imbiru, kardamonu, goździków i cynamonu

  




Czym dla Was pachną Święta? Dla mnie przede wszystkim mandarynkami i pomarańczami, ale też cynamonem i piernikami. Najpiękniej zawsze pachnie tuż przed samą Wigilią, kiedy jest najwięcej gotowania. Jednak świątecznymi zapachami możemy cieszyć się już wcześniej.



 

Ozdoby świąteczne z pomarańczy czy orzechów  na dobre zadomowiły się także w polskich domach. Są pachnące, efektowne i dodają wystrojowi uroku – zwłaszcza jeśli chodzi o pomarańcze z goździkami. Możesz je zawiesić na choince, wykorzystać do stroika na stół albo dowolnej kompozycji świątecznej.

 



Jest takie magiczne pudełko, a w nim świat zaczarowany,
świat bombek choinkowych, mojej babci, od jej mamy -
i nimi w Dobrych Czasach udekorujemy choinki -
to wszystko dla Was Mili Goście – naszej Rodzinki

… to taki wierszyk przewodni oczekiwania na Święta, które w tym roku będą inne. Jak wiecie lokale gastronomiczne pozamykane – więc firmowe spotkania wigilijne odwołane. Smutny to czas … ale nadzieja na lepsze jutro jest zawsze.

Grudzień to taki miesiąc kiedy wyciągam album, ścieram z niego kurz - otwieram, by sięgnąć do wspomnień głęboko. W starym albumie zdjęć jest wiele - mnóstwo uśmiechu i pięknych chwil.. 

 


 

 

 Więc cieszymy się tym co mamy  .... i uśmiechajmy się każdego dnia



poniedziałek, 26 października 2020

PUSZCZENI Z DYMEM ...


Wędzenie jest procesem, w trakcie którego przetwory poddawane są działaniu ciepła i związków chemicznych zawartych w dymie wędzarniczym. Dym otrzymywany jest w wyniku spalania odpowiedniego drewna i jego pochodnych . W wyniku wędzenia następuje zmniejszenie zawartości wody w produkcie, a także zmiany chemiczne i fizykochemiczne. Tradycyjne wędzenie spełnia dwa zasadnicze zadania:

  • obróbka termiczna żywności dająca równomierną zmianę stanu wilgotności
  • obróbka dymna, która utrwala produkt, a także nadaje mu walorów smakowo-zapachowych i wizualnych

Czas trwania wędzenia w zależności od zastosowanej metody może wynosić od kilkudziesięciu minut do kilku tygodni. 


 

Wędzenie ma na celu:

  • nadanie charakterystycznego, cenionego zapachu i smaku, pochodzącego z różnorodnych  składników dymu otrzymanego w wyniku powolnego spalania  trocin uzyskanych z odpowiedniego gatunku drewna;
  • obsuszenie, zwłaszcza powierzchniowe i w ten sposób zwiększenie wartości pokarmowej i trwałości produktów wędzonych;
  • impregnację różnorodnymi składnikami dymu wędzarniczego  o działaniu bakterio- i grzybobójczym, dzięki temu przedłuża trwałość produktów

 


Drewna z drzew iglastych (z wyjątkiem używanego jako dodatek do drewna głównego - jałowca)  Do wędzenia używane jest wyłącznie drewno z drzew liściastych tlące się, bez kory, najczęściej buk, grab, olcha, akacja, śliwa, jabłoń, grusza i klon.



 

Oprócz drewna w kawałkach, stosuje się jego pochodne – zrębki wędzarnicze oraz trociny przy czym drewnem rozpala się ognisko, natomiast zrębki i trociny służą do zagęszczania dymu. W celu nadania produktom specyficznego smaku i aromatu dodaje się podczas wędzenia jałowca w formie jagód lub chrustu. Rodzaj użytego drewna podczas wędzenia ma znaczący wpływ na barwę i walory smakowo-zapachowe produktu.



 

My jako gospodarze lokalu Dobre Czasy w swojej ofercie także mamy swojskie wyroby wędzarnicze – chętnych odbiorców nie brakuje. Nasze wyroby są produkowane z najwyższej klasy mięsa, bez konserwantów i ulepszaczy, dodam, że jeden 1kg  kiełbasy wyprodukowany jest z 1,30 kg czystego mięsa.

W naszej ofercie mamy wędzony schab, szynkę, karkówkę, boczek i różnego gatunku kiełbasy. Wędzimy na życzenie także serki typu włoskiego czyste lub z dodatkiem przypraw.


 

Mili Goście już wkrótce podamy kilka przepisów .

Pozdrawiamy serdecznie .

piątek, 16 października 2020

CHLEB - tradycja pożywienia

      

  

Chleb od wieków zajmuje najważniejsze miejsce w pożywieniu, obyczaju, tradycji oraz wszelkich obrzędach dorocznych i rodzinnych.

Dzisiaj obchodzimy międzynarodowy Dzień chleba – więc pieczmy i świętujmy.

Najstarszą postacią chleba były twarde placki „przaśne”, niesolone i niekwaszone, z mąki lub śruty rozrobionej wodą, najczęściej formowane w dłoniach lub wylewane na mocno rozgrzane kamienie (jeśli zaczyn był rzadki), ułożone w otwartym palenisku i na nich pieczone.

Z czasem konsystencja, smak chleba została polepszona poprzez dodanie do zaczynu spulchniających środków fermentacyjnych, tj. zakwasu z mąki i ciepłej wody, pozostawionej na jakiś czas w cieple dla fermentacji. Jako zakwasu używano także kawałka surowego ciasta, który został po poprzednim wypieku. Pieczono go w specjalnych piecach, np. glinianych lub chlebowych ceglanych. Piekło się różne rodzaje chleba, zależnie od gatunku zboża, receptury, technologii wypieku. Najpopularniejszy i najczęściej jadany bywał w dawnej Polsce chleb żytni lub pszenno-żytni, razowy oraz chleb pytlowy.

 



Najczęściej tradycyjny chleb, według dawnych receptur rodzinnych, wypiekają gospodynie wiejskie (zwykle osoby starsze), głównie z mąki razowej, na zakwasie, czasami z dodatkiem mleka kwaśnego, serwatki, niekiedy także z dodatkiem gotowanych ziemniaków, buraków ćwikłowych, śliwek, rzadziej na drożdżach (różnie w różnych regionach kraju). 
Coraz mniej osób pamięta, że niegdyś chleb z burakami był popularnym przysmakiem i gdy piekło się chleby na codzienne, domowe potrzeby, musiał być dodatkowo upieczony taki buraczany bochenek (zwykle na prośbę dzieci, które go bardzo lubiły). Chleb z burakami i miodem pieczono był w niektórych regionach kraju obowiązkowo na Boże Narodzenie, Wielkanoc czy dożynki.

Stosowano także chleb jako przyprawę: chlebem razowym (skórką lub miękiszem) można było zagęścić sos do mięs, przez co nabierał odpowiedniej konsystencji i wyrazistego smaku. Ponadto z chleba razowego można zrobić doskonałą, wykwintną zupę, 
a do tradycyjnych staropolskich wypieków należała niegdyś baba chlebowa (z mąki chleba razowego, ususzonego, utłuczonego, przesianej przez gęste sito lub gazę).

 



Zgodnie z tradycją i obyczajem ludowym, umiejętnością wypieku chleba powinna niegdyś wykazać się każda dziewczyna na wydaniu, gdyż ta czynność należała do najważniejszych prac i zwyczajowych obowiązków kobiecych. Zwykle piekło się na zapas, raz na tydzień lub rzadziej, gdyż proces ten trwał długo. Na każdym napoczynanym bochenku należało czubkiem noża nakreślić znak krzyża, a dopiero potem można było kroić i dzielić pomiędzy domowników. Wspólne spożywanie chleba było znakiem przyjaźni, miłości, pokoju, poczucia wspólnoty. Obecny był w codziennym życiu oraz w najważniejszych dorocznych świętach oraz momentach życia.

Chleb domowego wypieku, posmarowany świeżym masłem, domowym smalcem, powidłami lub miodem, jest prawdziwym polskim przysmakiem. Nic więc dziwnego, że ma wielu amatorów, zwłaszcza wśród mieszkańców większych miast, gości gospodarstw agroturystycznych. Budzi też zachwyt zagranicznych turystów, jest nagradzany na konkursach i pokazach polskich produktów.

  

 

A KTO Z WAS KOCHANI PODZIELI SIĘ PRZEPISEM NA DOBRY AROMATYCZNY DOMOWY CHLEBEK  ???

 

wtorek, 22 września 2020

Żegnaj lato na rok ....

      

    

Koniec astronomicznego lata występuje podczas równonocy jesiennej. Tej doby dzień i noc trwają tyle samo czasu.

 W 2020 roku ostatni dzień astronomicznego i kalendarzowego lata przypadają w tym samym czasie, czyli 22 września. moment w roku, w którym dzień i noc trwają dokładnie tyle samo – 12 godzin. To również chwila, od której każdy kolejny dzień będzie coraz krótszy, a noc dłuższa. Równonoc jesienna na półkuli północnej lub południowej, to nic innego jak sytuacja, po nastąpieniu której Słońce przez dokładnie 6 miesięcy będzie oświetlać krócej tę półkulę a dłużej półkulę drugą. Równonoc występuje w momencie, gdy Słońce przechodzi przez punkt Wagi.

To także znak, że już wkrótce czeka nas zmiana czasu na zimowy

 



Zbliżają się chłodniejsze miesiące,  - więc życzę wszystkim pięknej, spokojnej i słonecznej jesieni.

Życzę smacznych kubków herbaty, wygodnych ubrań, ciepłych serc i ramion, pożywnych posiłków w bezpiecznych domach,  zapraszam też do nas do lokalu Dobre Czasy  - poczęstujemy ciastem marchewkowym,  kawą z cynamonem ,nie zabraknie także grzańca i domowych nalewek -  będzie ciepło, miło i aromatycznie , 

 


Niech gra Wam dobra  muzyka,  czytajcie ciekawe  książki. Pamiętajcie że mimo nadchodzącego chłodu nie jesteście sami.  Wokół Was zawsze są dobrzy ludzie  - to przyjaciele i rodzina -  Jesień szybko minie i nadejdzie okres oczekiwania na najpiękniejsze Święta .

 


 Dzisiaj wejście do lokalu Dobre Czasy zdobią jeszcze letnie kwiaty ….  Jednak za parę dni witać Was będą chryzantemy złociste …..

niedziela, 20 września 2020

Śliwkowa nalewka

    

 

Czas na śliwkową nalewkę – przepis wypróbowany – polecam

Składniki:

1 kilogram śliwek

0,50 litra spirytusu 96%

0,50 litra wódki  40%

0,50 kilograma cukru

Przygotowanie:

                   


Śliwki umyć, wypestkować i przełożyć do dużego słoja. Tak przygotowane owoce zalać alkoholem. Słój szczelnie zakręcić i odstawić na minimum 1 miesiąc

Za pomocą durszlaka oddzielić owoce od nalewu. Nalew wlać do słoika i szczelnie zakręcić, żeby alkohol nie wyparował. Śliwki zasypać warstwami cukrem w dużym słoju. Słój szczelnie zakręcić i odstawić na kilka dni (optymalnie około tygodnia) aby owoce puściły sok. Dodatkowo od czasu do czasu można wstrząsnąć słoikiem i przemieszać owoce z cukrem.


 

Po kilkudniowym oczekiwaniu odcedzić za pomocą durszlaka syrop. Tak otrzymany płyn połączyć z wcześniej uzyskanym nalewem. Na tym etapie produkcji można także w razie konieczności dosłodzić nalewkę syropem cukrowym (Zagotować 0,5 szklanki wody z 0,5 szklaną cukru. Syrop wystudzić i dodać do nalewki).

 

Tak otrzymana nalewka jest  bardzo mętna i zawiera sporo miąższu owocowego. Jeżeli Ci to nie przeszkadza możesz ją przelać prosto do butelek. Ja natomiast tak uzyskaną nalewkę pozostawiam na kilka dni (optymalnie tydzień), aby zawiesina opadłą na dno. Klarowną część nalewki ostrożnie zlać za pomocą wężyka / sitka do butelek.

Szufladka wspomnień

       

 

Dorastałam w Wejherowie.

Szliśmy do szkoły i z powrotem zawsze z  przyjaciółmi. Nasza kolacja była o 19 godzinie. Jedzenie w restauracji nigdy się nie wydarzyło. Tego po prostu nie było.Zdejmowałam szkolne ubrania, jak tylko wróciłam do domu i zakładałam ubrania "po domu". Musieliśmy odrobić lekcje, zanim pozwolili nam wyjść na zewnątrz. Zjadaliśmy obiad przy stole zawsze około 16,00 – bo w tym czasie Tata wracał z pracy. Nie było takich rzeczy jak rozmowy prywatne, telefony komórkowe nie istniały! Taki na „sznurku” to też nie w każdym domu był. Telewizja miała tylko kilka kanałów. Właściwie to 1!  Z czasem pojawiła się w tv dwójka – to było już COŚ .Musieliśmy zapytać przed zmianą kanału. Graliśmy w policjantów i złodziei, w chowanego, wojnę,  skakaliśmy w gumę i na skakankach . Kapsle były do zabawy , chyba każde dziecko komuny to pamięta. Chłopcy grali w piłkę nożną na ulicach – było bezpiecznie, bo samochodów mało. Pobyt w domu był karą i jedyne, co wiedzieliśmy o ′′ znudzeniu ′′ to --- ′′ Lepiej znajdź coś do roboty, zanim znajdę to dla Ciebie!" Zjedliśmy to, co mama zrobiła na obiad, nikt nas nie pytał „co chcecie na obiad”. Czasami Mama pytała jakie ciasto upiec’

 


Wszyscy byli mile widziani i nikt nie wyszedł z naszego domu głodny. Jak nie było ciasta to przygotowywaliśmy chociaż kanapki do kawy lub herbaty.

 Nie było wody butelkowej, piliśmy z kranu lub węża ogrodowego na zewnątrz (i wszyscy zdrowi) , chociaż woda czasami była lodowata. Latem kompot z rabarbaru lub innych owoców rosnących w przydomowym ogrodzie. Naszym ulubionym poczęstunkiem była  od czasu do czasu kromka chleba z masłem i cukrem – na tamte lata – prawdziwa pychota.

Oglądaliśmy kreskówki w sobotnie poranki, w poniedziałki Zwierzyniec, a w czwartki "Ekran z bratkiem „–piękne chwile. Jeździliśmy godzinami na rowerach, pływaliśmy w rzece.

Nie baliśmy się niczego. Graliśmy do zmroku... zachód słońca był naszym czasem powrotu do domu (a nasi rodzice zawsze wiedzieli, gdzie jesteśmy).

Gdy ktoś się kłócił, oto co było , to i tak znowu byliśmy przyjaciółmi – czasami już po godzinie. 



 Szanowaliśmy starszych ponieważ wszystkie ciotki, wujkowie , dziadkowie, babcie i najlepsi przyjaciele naszych rodziców byli przedłużaniem naszych rodziców, a Ty nie chciałeś, żeby powiedzieli Twoim rodzicom, jeśli źle się zachowywałeś! To były  dobre czasy. Tak wiele dzieci dzisiaj nigdy nie dowie się, jak to jest być prawdziwym dzieckiem. Kochałam moje dzieciństwo – wiem że ktoś powie że kocham wspomnienia bo byłam młoda -  może i tak, ale przyjażnie zawarte w dzieciństwie przetrwały do dzisiaj i to jest też piękne; Wszystko to co działo i dzieje się po wejściu w dorosłość  zaliczam  do tego  co po...

Jedni się rodzą , inni odchodzą i żyją tylko w głębi naszych serc. Wspomnienia zostają , są różne , ale jakie by nie były, są częścią nas samych -  naszego życia. 

 Nie wszystko udaje się powiedzieć na czas , zostają niedomówienia , często żal do samej siebie...bo jeszcze chciałoby się coś przekazać, opowiedzieć ….

Takie jednak jest życie i prędzej czy później trzeba się zmierzyć ze wszystkimi jego konsekwencjami. 

 Bardzo się staram zapamiętywać tylko to co dobre ... bo moje życie to dobre czasy …..  a szufladka wspomnień zapełnia się każdego dnia....

piątek, 11 września 2020

Dobre Czasy to też dobre wspomnienia

  

       

Najpiękniejsze lato, jakie pamiętam było na wsi u mojej Babci. Wieś Loryniec niedaleko Wdzydz Kiszewskich.  Niedaleko też leży wieś Juszki – bliska naszej rodzinie a tym samym urokliwa jak mało co. Przepiękne, naturalne tereny. Woda, lasy – wszędzie gdzie tylko oko sięga. My Kaszubi zapraszamy bardzo serdecznie – to prawdziwe perełki północnej Polski – takie moje bo tak bardzo rodzinne.



 

To były wyjątkowo  DOBRE CZASY .Spędzałyśmy tam z siostrami wakacje.  To były najlepsze wakacje, jakie mogłabym sobie wyobrazić będąc dzieckiem. Nic nie pachnie piękniej niż polska wieś latem. Byłyśmy beztroskimi dziećmi  do domu wpadało się  tylko po to by coś zjeść, lub kiedy Babcia zawołała aby coś pomóc. Kubek mleka, cedzony przez chusteczkę prosto od krowy smakował siostrom, kuzynkom ale ja jakoś nigdy go nie polubiłam. Najlepszą zupę pomidorową czy nawet rosół jadłam właśnie u Babci – wszystkie warzywa potrzebne do przepysznych zup rosły w dużym przydomowym ogrodzie . Zbieraliśmy jagody i grzyby. Z jagód Babcia gotowała dżemik a’la smarowidełko do chleba. Swojskiego chleba. Chlebek pieczony była raz na tydzień – nic dzisiaj nie smakuje tak dobrze jak babciny wypiek posmarowany swojskim masłem i jagódkami .Było zdrowo i smacznie .Raz w tygodniu jeździło się  do miasta  na większe zakupy, a my czekaliśmy  razem z kuzynostwem na drodze wypatrując ich z daleka. Zdarzało się też że jechałam z ciocią wozem konnym na targ do miasta – tego się nie zapomina…. To było coś!   Czasami nie trzeba było wcale przychodzić do domu, żeby coś zjeść. Właziłam na drzewa w poszukiwaniu najlepszych papierówek czy czereśni . W ogrodzie rosły pomidory, ogórki – nikt z nas  tego nie mył – wszyscy byli zdrowi.  W tamtych czasach nie do pomyślenia było siedzenie w domu, kiedy była piękna pogoda. Najlepsza zabawa była na dworze. Budowałam domki, adaptując jakiś kącik i znosząc tam stare fotele, słoiki, gotując oszukane zupy i mielone z błota, zamiatając podłogę własnoręcznie zrobioną miotłą z gałęzi. Grałam w piłkę nożną, strzelałam z procy, pomagałam w żniwach, sianokosach – było cudnie , szukałam najlepszych gniazd kur . Z ciotecznym rodzeństwem paśliśmy krowy , obok była rzeka – kąpaliśmy się bez opieki dorosłych – cudowny czas. . W TV był jeden program . Całe dnie spędzało się  na łące gdzie pasły się gęsi– Fajnie było nad rzeczką w towarzystwie naszej  wiejskiej paczki. Budowaliśmy tamy z kamieni i kąpaliśmy się, aż do wieczora.




 

Tam przeżywaliśmy pierwsze miłości, tajemnice.  Na zakończenie żniw był bal – na Kaszubach oblewało się wodą na maksa – piękne letnie wieczory – potem wspólne świętowanie przy ogrodowym stole – śpiewy i tańce .Kto by tego nie kochał . W tym czasie telefon to tylko u sołtysa – więc pisało się listy lub wysyłało pocztówki do koleżanek – czasami odpisały na adres Babci – to była radość nie do opisania.

Wieczorem chodziliśmy myć się nad rzekę – brzmi niewiarygodnie ale tak myliśmy się nad rzeką. Kąpiel w ocynkowanej wannie raz w tygodniu . Na podwórzu stała pompa – a z niej woda do gospodarstwa domowego i dla zwierząt w oborze. Poranne mycie też przy pompie.
 Wieczorem sen przychodził niemal błyskawicznie, spało się pod pierzyną z gęsich piór  - czy lato czy zima – tak było i już….



 

…. Wspomnienia cudowne, radosne .piękne i jedyne w swoim rodzaju, tego nikt nie zabierze …. A tęsknota za młodością jest i zostanie do końca … mimo że żyło się  skromnie, człowiek był otwarty na drugiego człowieka. Pomoc sąsiedzka była bezinteresowna – pomagało się nawzajem – żyło się gromadnie i bardzo szczęśliwie.

… a teraz ? Teraz wiecznie zabiegamy o lepsze, o nowsze, o modniejsze; zazdrościmy innym, wyszukujemy luki do zapełnienia w naszym życiu; mnożymy potrzeby, popadamy w histeryczny konsumpcjonizm, ciągle czegoś nam brakuje.

A szczęśliwi będziemy dopiero, jak to wszystko osiągniemy, czyli NIGDY.

Ciesz się z tego, co masz i staraj się żyć lepiej. Lepiej w sensie – pełniej, uważniej, a nie z większą ilością niepotrzebnych przedmiotów. Tego, co najważniejsze nie możesz kupić.

Pamiętajmy …. To człowiek człowiekowi najbardziej potrzebny jest do szczęścia.

"Nie odkładajmy ludzi na później. Życia też nie odkładajmy. Trzeba kochać teraz, teraz żyć. Trzeba mówić o uczuciach. Być blisko. Śmiać się, tulić, wzruszać, iść za rękę. Patrzeć w gwiazdy i podziwiać tęczę. Nie jutro. Nie kiedyś. Nie później. Dziś. Bo jutro słońce może zgasnąć. Jutra dla nas może nie być."... cytat z "Duszą Podszyty."