Witam! Mam na imię Jola. Mieszkam w Wejherowie (Kaszuby). Kocham ludzi i tradycję może dlatego, że wakacje spędzałam przeważnie we wsi Loryniec (Wdzydze Kiszewskie). Przez wszystkie lata dojrzewania towarzyszyła mi domowa atmosfera, drewniane wnętrza, rodzinne spotkania i smakołyki. Wspominam to jako dobre czasy - dlatego też przedsięwzięcie które zaplanowałam ma oddawać tamte "klimaty". Chcę się nimi podzielić z innymi - czyli z Wami.
Zapraszam wszystkich czytelników wraz z rodziną i znajomymi do śledzenia bloga, a w dniu otwarcia "Dobrych Czasów" na filiżankę dobrej kawy oraz skosztowanie domowego ciasta :).

piątek, 11 września 2020

Dobre Czasy to też dobre wspomnienia

  

       

Najpiękniejsze lato, jakie pamiętam było na wsi u mojej Babci. Wieś Loryniec niedaleko Wdzydz Kiszewskich.  Niedaleko też leży wieś Juszki – bliska naszej rodzinie a tym samym urokliwa jak mało co. Przepiękne, naturalne tereny. Woda, lasy – wszędzie gdzie tylko oko sięga. My Kaszubi zapraszamy bardzo serdecznie – to prawdziwe perełki północnej Polski – takie moje bo tak bardzo rodzinne.



 

To były wyjątkowo  DOBRE CZASY .Spędzałyśmy tam z siostrami wakacje.  To były najlepsze wakacje, jakie mogłabym sobie wyobrazić będąc dzieckiem. Nic nie pachnie piękniej niż polska wieś latem. Byłyśmy beztroskimi dziećmi  do domu wpadało się  tylko po to by coś zjeść, lub kiedy Babcia zawołała aby coś pomóc. Kubek mleka, cedzony przez chusteczkę prosto od krowy smakował siostrom, kuzynkom ale ja jakoś nigdy go nie polubiłam. Najlepszą zupę pomidorową czy nawet rosół jadłam właśnie u Babci – wszystkie warzywa potrzebne do przepysznych zup rosły w dużym przydomowym ogrodzie . Zbieraliśmy jagody i grzyby. Z jagód Babcia gotowała dżemik a’la smarowidełko do chleba. Swojskiego chleba. Chlebek pieczony była raz na tydzień – nic dzisiaj nie smakuje tak dobrze jak babciny wypiek posmarowany swojskim masłem i jagódkami .Było zdrowo i smacznie .Raz w tygodniu jeździło się  do miasta  na większe zakupy, a my czekaliśmy  razem z kuzynostwem na drodze wypatrując ich z daleka. Zdarzało się też że jechałam z ciocią wozem konnym na targ do miasta – tego się nie zapomina…. To było coś!   Czasami nie trzeba było wcale przychodzić do domu, żeby coś zjeść. Właziłam na drzewa w poszukiwaniu najlepszych papierówek czy czereśni . W ogrodzie rosły pomidory, ogórki – nikt z nas  tego nie mył – wszyscy byli zdrowi.  W tamtych czasach nie do pomyślenia było siedzenie w domu, kiedy była piękna pogoda. Najlepsza zabawa była na dworze. Budowałam domki, adaptując jakiś kącik i znosząc tam stare fotele, słoiki, gotując oszukane zupy i mielone z błota, zamiatając podłogę własnoręcznie zrobioną miotłą z gałęzi. Grałam w piłkę nożną, strzelałam z procy, pomagałam w żniwach, sianokosach – było cudnie , szukałam najlepszych gniazd kur . Z ciotecznym rodzeństwem paśliśmy krowy , obok była rzeka – kąpaliśmy się bez opieki dorosłych – cudowny czas. . W TV był jeden program . Całe dnie spędzało się  na łące gdzie pasły się gęsi– Fajnie było nad rzeczką w towarzystwie naszej  wiejskiej paczki. Budowaliśmy tamy z kamieni i kąpaliśmy się, aż do wieczora.




 

Tam przeżywaliśmy pierwsze miłości, tajemnice.  Na zakończenie żniw był bal – na Kaszubach oblewało się wodą na maksa – piękne letnie wieczory – potem wspólne świętowanie przy ogrodowym stole – śpiewy i tańce .Kto by tego nie kochał . W tym czasie telefon to tylko u sołtysa – więc pisało się listy lub wysyłało pocztówki do koleżanek – czasami odpisały na adres Babci – to była radość nie do opisania.

Wieczorem chodziliśmy myć się nad rzekę – brzmi niewiarygodnie ale tak myliśmy się nad rzeką. Kąpiel w ocynkowanej wannie raz w tygodniu . Na podwórzu stała pompa – a z niej woda do gospodarstwa domowego i dla zwierząt w oborze. Poranne mycie też przy pompie.
 Wieczorem sen przychodził niemal błyskawicznie, spało się pod pierzyną z gęsich piór  - czy lato czy zima – tak było i już….



 

…. Wspomnienia cudowne, radosne .piękne i jedyne w swoim rodzaju, tego nikt nie zabierze …. A tęsknota za młodością jest i zostanie do końca … mimo że żyło się  skromnie, człowiek był otwarty na drugiego człowieka. Pomoc sąsiedzka była bezinteresowna – pomagało się nawzajem – żyło się gromadnie i bardzo szczęśliwie.

… a teraz ? Teraz wiecznie zabiegamy o lepsze, o nowsze, o modniejsze; zazdrościmy innym, wyszukujemy luki do zapełnienia w naszym życiu; mnożymy potrzeby, popadamy w histeryczny konsumpcjonizm, ciągle czegoś nam brakuje.

A szczęśliwi będziemy dopiero, jak to wszystko osiągniemy, czyli NIGDY.

Ciesz się z tego, co masz i staraj się żyć lepiej. Lepiej w sensie – pełniej, uważniej, a nie z większą ilością niepotrzebnych przedmiotów. Tego, co najważniejsze nie możesz kupić.

Pamiętajmy …. To człowiek człowiekowi najbardziej potrzebny jest do szczęścia.

"Nie odkładajmy ludzi na później. Życia też nie odkładajmy. Trzeba kochać teraz, teraz żyć. Trzeba mówić o uczuciach. Być blisko. Śmiać się, tulić, wzruszać, iść za rękę. Patrzeć w gwiazdy i podziwiać tęczę. Nie jutro. Nie kiedyś. Nie później. Dziś. Bo jutro słońce może zgasnąć. Jutra dla nas może nie być."... cytat z "Duszą Podszyty."

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza