Witam! Mam na imię Jola. Mieszkam w Wejherowie (Kaszuby). Kocham ludzi i tradycję może dlatego, że wakacje spędzałam przeważnie we wsi Loryniec (Wdzydze Kiszewskie). Przez wszystkie lata dojrzewania towarzyszyła mi domowa atmosfera, drewniane wnętrza, rodzinne spotkania i smakołyki. Wspominam to jako dobre czasy - dlatego też przedsięwzięcie które zaplanowałam ma oddawać tamte "klimaty". Chcę się nimi podzielić z innymi - czyli z Wami.
Zapraszam wszystkich czytelników wraz z rodziną i znajomymi do śledzenia bloga, a w dniu otwarcia "Dobrych Czasów" na filiżankę dobrej kawy oraz skosztowanie domowego ciasta :).

czwartek, 10 października 2013

Naleśniki

Witam Was bardzo serdecznie. Na początek troszkę historii – historii naleśnika, a to dlatego że nasze naleśniki smakują wyjątkowo. To zdanie gości...W Dobrych Czasach codziennie rozpoczynamy dzień smażeniem naleśników. Codziennie inne nadzienie w roli głównej, wszystko to robimy dla naszych gości. Dziękujemy wszystkim naszym  klientom za zaufanie. To dla Was jesteśmy i  dla Was staramy się by lokal Dobre Czasy zawsze kojarzył się z dobrym smakiem, ciepłym miejscem i przyjazną atmosferą.

Naleśnik – proste danie mączne smażone na patelni.
Nie wiadomo dokładnie, gdzie po raz pierwszy zaczęto przyrządzać naleśniki; prawdopodobnie miało to miejsce już w starożytności. Podaje się je i w Chinach i w Europie. Włosi twierdzą, że wynaleziono je we Florencji, skąd w XVI wieku Katarzyna Medycejska przywiozła je do Francji, gdy wyszła za mąż za francuskiego króla.
Podane naleśniki można posypać cukrem, cukrem pudrem lub polać sosem, choć najczęściej podaje się je z nadzieniem, np. z powidłami, pokrojonymi owocami, dżemem, twarogiem lub czasami z parówką i serem żółtym. Naleśniki można również podawać z farszem mięsnym, warzywnym lub grzybowym oraz z wieloma innymi dodatkami, wtedy jednak po zwinięciu i obsmażeniu nazywa się je krokietami.



W najbliższym tygodniu w naszej karcie będą dostępne naleśniki ze szpinakiem i fetą:



Z kapustą i grzybami:




Z kremem czekoladowym:





Na zakończenie posta przeczytajcie proszę poniższy tekst:
Ja dorastałam w tych latach, dlatego tekst zaczerpnięty z portalu dzieci.pl odzwierciedla w 100% ten okres. Dla Was takie dzieciństwo jest abstrakcją, czy nie? :)


Dorastaliście w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych? Jak, do cholery, udało się wam przeżyć?! Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa ani zagłówków, ani poduszek powietrznych! Na tylnym siedzeniu było wesoło, a nie niebezpiecznie. Łóżeczka i zabawki były kolorowe i z pewnością polakierowane lakierami ołowiowymi. Niebezpieczne były puszki, drzwi samochodów. Butelki od lekarstw i środków czyszczących nie były zabezpieczone. Można było jeździć na rowerze bez kasku. Szkoła trwała do południa, a obiad jadło się w domu. Niektórzy nie byli dobrzy w nauce i czasami musieli powtarzać rok. Nikogo nie wysyłano do psychologa. Nikt nie był hiperaktywny ani dyslektyczny. Po prostu powtarzał rok i to była jego szansa. Wodę piło się z węża ogrodowego lub innych źródeł, a nie ze sterylnych butelek PET. Wcinaliśmy słodycze i pączki, piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem i nie mieliśmy problemów z nadwagą, bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni. Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli i nikt z tego powodu nie umarł. Nie mieliśmy Playstation, Nintendo 64, X-Boxa, gier wideo, 99 kanałów w TV, DVD i wideo, Dolby Surround, komórek, komputerów ani chatroomów w internecie... lecz przyjaciół ! Mogliśmy wpadać do kolegów pieszo lub na rowerze, zapukać i zabrać ich na podwórko lub bawić się u nich, nie zastanawiając się, czy to wypada. Można się było bawić do upojenia, pod warunkiem powrotu do domu przed  nocą. Nie było komórek... I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy! Nieprawdopodobne! Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie! Całkiem bez opieki! Jak to było możliwe? Graliśmy w piłę na jedną bramę, a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, to się wypłakał i już. Nie był to koniec świata ani trauma. Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie, złamane kości, czasem wybite zęby, ale nigdy nie podawano nikogo z tego powodu do sądu! Nikt nie był winien, tylko my sami. Nie baliśmy się deszczu, śniegu ani mrozu. Nikt nie miał alergii na kurz, trawę ani na krowie mleko. Mieliśmy wolność i wolny czas, klęski, sukcesy i zadania. I uczyliśmy się dawać sobie radę! Pytanie za 100 punktów brzmi: Jak udało się nam przeżyć? A przede wszystkim: Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość? Też jesteś z tej generacji? Przypomnij sobie, jak było. Pewnie, można powiedzieć, że żyliśmy w nudzie, ale...przecież byliśmy szczęśliwi! Czyż nie? Miłego dnia." (źródło: dzieci.pl)

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania.

36 komentarzy:

  1. Uwielbiam naleśniki:) Każde!!! A Twoje wygladają tak smakowicie...ach:) No ślinotok pełny;)
    A tekst znam i jest absolutnie prawdziwy:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmmmmm, naleśniki, ale pychotka... Wyglądają tak smakowicie, że zrobiłam się głodna.Ściskam i buziaki

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak przeżyłam? nie mam pojęcia :)))) ale pamiętam fragment jakiegoś filmu ( zupełnie nie kojarzę jakiego), rozmowa mamy z synem wyglądała mniej więcej tak:

    - Mamo, co robiliście jak byliście w moim wieku?
    - Biegaliśmy po lesie, wdrapywaliśmy się na drzewa, pływaliśmy w rzece.
    - Co jeszcze?
    - Jeździliśmy na rowerze, graliśmy w piłkę.
    - No, ale co robiliście jeszcze?
    - Rozpalaliśmy ogniska, budowaliśmy szałasy...
    - Mamo, a po co to robiliście?
    - .......
    - Przecież to wszystko można zrobić na komputerze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nalesniki wspaniale a tekst..no coz..sama jestem dzieckiemtamtych lat i tez pytam..jak udalo mi sie przezyc ...dziecinstwo i mlodosc wspominam najmilej.Teraz mam internet, niby mnostwo przyjaciolek a tak naprawde nie mam nikogo,,ot..wirtualny swiat..Kiedys wdepnelam do restauracji na obiad ,bo do domu bylo mi za daleko jechac i spowrotem do pracy wracac,,wchodze, mnostwo wiary i wierutna cisza,,kazdy leb ma schylony i czegos tam w swojej komorce szuka..nie do wiary..ludzie nie umieja ze soba juz rozmawiac, ba , nawet nie maja takiej potrzeby,

    OdpowiedzUsuń
  5. Naleśniki pochłaniam w każdej formie i smaku,może kiedyś spróbuję i Twoich:)

    OdpowiedzUsuń
  6. To tak idealnie przed piątkiem. Aż ślinka leci, więc pomysł przedni ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Naleśniki prezentują się przepysznie. Właśnie planuję na jutrzejszy obiad szpinakowe:)
    Tekst do bólu prawdziwy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Błędem było wpadać do Ciebie o tej porze... aż w brzuchu zaburczało i ślinka pociekła, takie wspaniałości!

    OdpowiedzUsuń
  9. Pyszne naleśniki...czuję, że byłby problem z wyborem:D Jednym słowem mieliśmy fajne dzieciństwo:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Naleśnikami mogłabym się zajadać codziennie! Zwłaszcza na słodko.... :) Ja, z lat 80tych potwierdzam, że to szczera prawda - byliśmy szczęśliwi :) Ale teraz też jesteśmy i ja staram się aby dzieciństwo mojego malucha było pełne dobrych wspomnień czasu spędzanego aktywnie, kreatywnie z rodzicami... :) Mam nadzieję, że nam to wyjdzie :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Smakowite naleśniki, ja też uwielbiam. A tekst to też kawał mojego życia i moich przyjaciół. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. mmm nalesniki ze szpinakiem i feta
    tak ja tez jkoś to przezyłam i sobie chwalę ;)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ołmajgad! Ależ mi ślinianki pracują na widok tych naleśników! :)
    A tekst jak najbardziej prawdziwy, nie wiem jakim cudem przeżyłam ;)
    Pozdrawiam,
    Inka

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham naleśniki pod każdą postacią. Swietny tekst na końcu, sama prawda.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja od przedszkolnych chodziłam z kluczem na szyi, kolana poobdzierane, za kręcenie się w ławce wychowawczyni wyrzuciła za drzwi albo do kąta ku uciesze kolegów, z którymi dokazywało się na przerwie a nie kłóciło o ten śmiech w klasie- rodzice popierali, bo zdawali sobie sprawę, że szkoła pomaga wychowywać... Tarcza na rękawie, mundurek szkolny nikomu nie przeszkadzały... I żyję, i dobrze się mam, i mam szacunek do moich byłych nauczycieli a nie żal, że czasem dostałam linijką po łapach... Mogłabym napisać książkę, ale wszystko o tamtych czasach można znaleźć w internecie...
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jolu, ależ fantastyczne miejsce stworzyliście! Z duszą i sercem:) Gratuluję wspaniałego pomysłu i życzę powodzenia.
    Naleśniki to moje najulubieńsze danie (zaraz obok pierogów) i pierwsze jakie nauczyłam się robić właśnie w czasach, kiedy z kluczem na szyi wracało się ze szkoły do pustego domu (bo rodzice w pracy) i trzeba było na szybko, dla siebie i młodszego brata, przygotować coś do jedzenia. Do tej pory z uśmiechem wracam do tych dobrych czasów:) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  17. nalesniki to ja kocham najpyszniejsza zrecz na świecie .. pozdrawiam ciepluteńko

    OdpowiedzUsuń
  18. Nalesniki uwielbiam :) Dziekuje za odwiedziny i na pewno bede tu zagladac.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale narobiłaś mi smaku:) Pyszne naleśniki ze szpinakiem i czekoladą - aż ślinka cieknie:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kochana! Naleśniki lubię pod każdą postacią! A co do czasów dzieciństwa! Jam rocznik 67 i wszystko to najprawdziwsza prawda, tak było, a teraz jest jak jest:)!

    OdpowiedzUsuń
  21. Świeta prawda,to były super czasy. I bardzo się cieszę,że w nich dorastałam. A co do naleśników,to smakowite bardzo:))

    OdpowiedzUsuń
  22. Tam te czasy Jolu, TO BYŁY CZASY. Niezapomniane, fantastyczne. Mieliśmy czas na wszystko a przede wszystkim czas dla siebie i dla przyjaciół. A teraz? Teraz mamy wszystko, tylko nie mamy czasu... NA NIC. Ciągle się spieszymy, spieszymy. Ale Jolu teraz Ty masz dla przyjaciół "DOBRE CZASY" i to się liczy. a w Nich najlepsze naleśniki, właśnie takie, jakie lubię. Pozdrawiam serdecznie, Krys (z tamtych czasów :))

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja Cię kręcę!! Pierwsza wizyta u Ciebie, a tu takie wspaniałości. Naleśniki moja miłość. W dzieciństwie nic innego jeść nie chciałam. I zostało mi to do dziś, naleśniki mogę jeść codziennie!!!!
    To dopiero!!!
    serdeczności moc!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i w latach 80. miałam strupy na kolanach od jazdy na deskorolce na kolanie i szorowania nim po chodnikach

      Usuń
  24. O kurcze jak pomyślę że mogłabym mojego syna wysłać w lata siedemdziesiąte, to mam wrażenie że by zginął w ciągu kilku dni bez tych wszystkich gadżetów zesłanych przez cywilizację:)))

    To były dobre czasy dla dzieci, cieszę się że mogę to napisać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Pamiętam też, że topiło się resztki kolorowego plastiku, żeby zrobić sobie broszkę na agrafce:)) Jakoś nikt się nie zatruł:))
    Naleśniki wyglądają cudnie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "..Żyjemy dłużej, ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami. Podróżujemy szybciej,częściej,dalej, choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy." W.Szymborska.Pozdrawiam bardzo serdecznie i bardzo dziękuję za każde miłe słowo.Uściski dla Wszystkich,Jola

      Usuń
  26. Wiedziałam, kiedy wpaść z rewizytą.....umm, naleśniki wyglądają wybornie.
    Pamiętam "garbusa" moich rodziców, z tyłu zamiast pasów, były specjalne uchwyty, żeby w razie czego..nie powybijać sobie zębów o przednie siedzenia, na przykład...i żyję i wspominam tamten czas z rozrzewnieniem, bo wtedy mieliśmy czas na wszystko, a teraz mamy wszystko, a nie mamy czasu............
    Pozdrawiam cieplutko i bardzo dziękuję za miłe, niespodziewane odwiedziny:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Szkoda że takie czasy już nie wrócą. Czasami myślę, że te wszystkie "potrzebne" gadżety zamiast ułatwić kontakt z innymi to tylko go utrudniają przynajmniej niektórym. Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  28. Naleśniki wyglądają smakowicie, proste danie a na wiele sposobów można je robić nie tylko na słodko.W czasach bez telewizora ludzie częściej się spotykali, biesiadowali razem ,znało się wszystkich sąsiadów. Teraz bardzo często nawet najbliższego sąsiada nie zna się. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jak widać jest wiele sposobów na wykorzystanie naleśników. Prezentowane przez Ciebie wyglądają smakowicie i takie też są, bo miałam przyjemność takie też jeść.
    P.S., Udało mi się przeżyć, ale myślę, że dlatego bo nie było nie miałam jeszcze obowiązków - to z punktu widzenia jeszcze nie pracującej i nie matki.
    Pozdrawiam Jolu:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Naleśniki,moje dzieci tez je uwielbiają i są często na ich talerzach :)
    Oj kochana jak wiele wspomnień wróciło po twoim tekście ,,,tak dawaliśmy radę i przeżylismy,ha ja nawet nożem z chłopakami na piasku grałam...mając 7-10 lat ,a co do komunikacji to wtedy była mama i okno ,,,nigdy nie zapomnę kończącego się dnia gdy juz sie ściemniało ,wtedy z róznych okien słychać było nawoływanie Kasia,Piotrek ...
    Dziękuje ci Jolu za przywołanie wspomnień <3

    OdpowiedzUsuń
  31. To były dobre, spokojne i bezpieczne czasy. Dlatego przeżyliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie jadłam naleśników ze szpinakiem, ale z pewnością muszą być smaczne, jak wszystko co ze szpinakiem :D
    Tekst o tym jak przeżyliśmy - rewelacyjny, taka prawda, takie realia, a szczęście wokół nas ;]

    OdpowiedzUsuń